Wszyscy czujemy, że jesteśmy Opalenicką Orkiestrą Dętą. Wywiad z kapelmistrzem Hubertem Sternalskim
W tym roku Opalenicka Orkiestra Dęta obchodzi swoje 5-lecie. Z kapelmistrzem Hubertem Sternalskich rozmawia Jagoda Haloszka.
Jak doszło do tego, że Opalenicka Orkiestra Dęta powstała, i jakie były pierwsze kroki w realizacji tego pomysłu?
Powstanie Opalenickiej Orkiestry Dętej to trochę przypadek – wszystko zaczęło się od sytuacji gdy graliśmy jako weterani Grodziskiej Orkiestry Dętej i potrzebowaliśmy klarnecisty. Poprosiliśmy wtedy o pomoc Zastępcę Burmistrza Opalenicy, pana Pawła Jakubowskiego, który po zagraniu na próbie stwierdził, że chciałby mieć taką orkiestrę w swoim mieście. Od tego momentu zaczęły się rozmowy, a Burmistrz Opalenicy Pan Tomasz Szulc wsparł nasz pomysł. Pozwoliło nam to stworzyć niezależną orkiestrę, która może teraz reprezentować miasto na różnych wydarzeniach.
Na początku nie było nas za dużo – tylko 13 muzyków oraz 3 panie tamburmajorki, które tworzyły grupę choreograficzną. Zaletą tego było jednak to, że mogliśmy od razu zacząć grać. Choć liczebność była skromna, to już od pierwszego dnia mieliśmy okazję wystąpić. Naszym inauguracyjnym koncertem był występ 1 września, który rozpoczęliśmy przemarszem z kościoła pod pomnik. Później zagraliśmy koncert promujący orkiestrę, dając sygnał, że zaczynamy działać. Wtedy naprawdę poczuliśmy przynależność do tego miasta. To było niesamowite uczucie – poczuć się potrzebnym, być częścią czegoś większego, co miało znaczenie dla lokalnej społeczności.
To musiało być ważne wydarzenie, ale czy mógłby Pan opowiedzieć o innych istotnych momentach dla orkiestry, w jakich uczestniczyliście?
Jednym z większych wydarzeń jest organizowanie corocznych przeglądów orkiestr dętych w Opalenicy. To dla nas świetna okazja do nawiązywania kontaktów z innymi orkiestrami. Jako stosunkowo młody zespół potrzebujemy tej formy promocji. Przy okazji opaleniczanie mogą posłuchać innych orkiestr dętych, co jest ważne, bo przez wiele lat w naszym mieście orkiestry brakowało. Z czasem powstały również inne inicjatywy, takie jak nauka gry na instrumentach dętych w Centrum Kultury. Uczestniczą w niej zarówno młodzi, jak i dorośli. Cieszy mnie także rozwój grupy mażoretek, która na początku składała się z kilku dziewczyn, a dziś liczy już 10 członkiń, które koncertują wspólnie z orkiestrą.
Nie zapominajmy o teledysku, który pojawił się nawet w telewizji WTK. Jak wyglądała realizacja tego projektu?
To było szalone! Pomysł pojawił się nagle, a już na drugi dzień zaczęliśmy nagrania. Było to wspólne dzieło i wyszło świetnie. Nasz teledysk do „All I Want for Christmas” zyskał pozytywny odbiór, nie tylko w Opalenicy, ale i w szerszym środowisku muzycznym. Ludzie zauważyli orkiestrę, a moi znajomi ze studiów i wykładowcy mówili, że widzieli nasz występ. To było bardzo budujące.
W trakcie prowadzenia orkiestry, obronił Pan dyplom w Akademii Muzycznej w Poznaniu. Jakie to było doświadczenie?
To było dla mnie ogromne wydarzenie, zwieńczenie pięcioletnich studiów w Akademii Muzycznej. Dla moich muzyków to także było coś niezwykłego, bo wystąpili na scenie Auli Nowa, gdzie grały wielkie gwiazdy. Większość z nich to amatorzy, więc dla nich możliwość wystąpienia w takim miejscu było wielkim przeżyciem. Przygotowanie utworu do tego występu również było wyzwaniem, ponieważ był bardzo trudny, ale upierałem się, żeby to właśnie moja orkiestra zagrała na moim dyplomie.
Jak wygląda codzienna praca orkiestry?
Zaczynamy od repertuaru. Staram się go co jakiś czas odświeżać, żeby nie było monotonii i żeby zaskakiwać słuchaczy nowymi utworami. Z każdym kolejnym utworem staram się podnosić poprzeczkę. Czasem, kiedy daję muzykom nowe nuty, patrzą na mnie, mówiąc, że tego nie zagrają, ale za każdym razem udaje im się to wykonać i to jest niezwykle motywujące.
Mówimy dużo tutaj o muzyce, ale jakie style muzyczne preferujecie?
Lubię mieszać style. Muzyka rozrywkowa, ta radiowa, jest najpopularniejsza, ale staram się również wplatać w to klasykę. Nawet na występach, takich jak dożynki, staram się przemycić chociaż jeden utwór klasyczny. Uważam, że koncerty mogą edukować słuchaczy, jeśli ktoś świadomie słucha muzyki.
Wasze koncerty często zaskakują. Na przykład, w pewnym momencie Monika Wielgosz odkłada swój instrument i zaczyna śpiewać. Skąd ten pomysł?
Monika to niezwykle utalentowana wokalistka. Gra świetnie na flecie, a jej głos jest równie imponujący. Staram się wykorzystywać ten jej potencjał. Często aranżuję utwory w wyższych tonacjach, co wymaga od niej jeszcze większego wysiłku, ale zawsze udaje jej się to zaśpiewać perfekcyjnie.
Zauważyłam też, że ostatnio w orkiestrze pojawili się młodsi muzycy. Jak ważne jest dla Pana łączenie pokoleń w zespole?
Dla mnie łączenie pokoleń jest kluczowe. Zespół dorosłych i młodzieżowych orkiestr ma swoje plusy i minusy, ale mieszanie tych dwóch światów daje niesamowite efekty. Myślę, że te dzieciaki od dorosłych też mogą się uczyć takiej odpowiedzialności, ponieważ nie ukrywajmy – ta cecha wśród dzieci bardzo często kuleje. I tutaj, przy okazji orkiestry widzę, że ci ludzie tak się angażują i czują, że należą do czegoś większego, należy do orkiestry, należą do grupy. I to jest, to jest cel gdzieś tam w tym takim muzycznym wychowaniu, poza oczywiście grą na instrumencie. W takim szanowaniu się nawzajem w zespole.
Co jest najtrudniejsze w prowadzeniu orkiestry?
Trudnych sytuacji jest wiele, ale najtrudniejsze jest zarządzanie orkiestrą z perspektywy kapelmistrza. Zwłaszcza że nie jesteśmy dużą orkiestrą, więc każde braki personalne są odczuwalne. Jednak mimo tych wyzwań, za każdym razem udaje nam się zrealizować nasze cele.
Gdyby miał Pan podsumować te 5 lat działalności orkiestry.
Te pięć lat minęło niesamowicie szybko. Gdy patrzę wstecz, to wydaje mi się, że to była jedna wielka przygoda, pełna wyzwań i radości. Oczywiście, pandemia trochę nam przeszkodziła, ponieważ przez półtora roku musieliśmy działać w internecie, nagrywać utwory osobno w domach, ale i tak staraliśmy się utrzymać aktywność. Największą zmianą, którą widzę, jest nasz rozwój artystyczny i wzrost umiejętności zarówno w orkiestrze, jak i w grupie mażoretek. Liczba członków orkiestry ciągle rośnie, a stroje dziewczyn w tym roku przeszły całkowitą metamorfozę. To pokazuje, jak bardzo zintegrowany stał się nasz zespół – czy to muzycy, czy mażoretki – wszyscy czujemy, że jesteśmy jedną Opalenicką Orkiestrą Dętą. Jestem szczególnie dumny, że muzycy z różnych miejscowości, nawet tak dalekich jak okolice Poznania, chcą do nas dołączyć. To daje mi ogromną satysfakcję i nadzieję na przyszłość. Liczę, że za kolejne pięć lat, na nasze dziesięciolecie, orkiestra będzie jeszcze większa, może nawet dwa razy liczniejsza niż teraz. Kto wie, może będziemy potrzebować nowego budynku, bo w obecnym się już nie zmieścimy!




