Piękny, patriotyczny życiorys, tak naprawdę gotowy scenariusz na film. Burmistrz Tomasz Szulc wraz z regionalistą doktorem Zdzisławem Kościańskim i Krzysztofem Sadowskim – dyrektorem Centrum Kultury i Biblioteki w Opalenicy odwiedzili w Poznaniu generała brygady Jana Podhorskiego. Mimo ukończonych stu lat, generał nadal jest w doskonałej formie.

 

– Bardzo cieszę się z tego spotkania. To dla mnie bardzo ważne, że wciąż spotykam ludzi, którzy chcą pamiętać i pamiętają o mnie i moich kolegach z czasów drugiej wojny światowej – mówi gen. J. Pohorski.


Wojskowy brał między innymi udział w kampanii wrześniowej 1939 roku, walczył również w Powstaniu Warszawski, był więźniem w niemieckim obozie, a po wojnie usłyszał wyrok siedmiu lat więzienia i osadzono go zakładzie karnym we Wronkach.

– Spotkać kogoś takiego, kogoś tak wyjątkowego to prawdziwy zaszczyt. Życiorys pana generała musi budzić i budzi szacunek. To wzór dla nas wszystkich – powiedział w czasie spotkania burmistrz Tomasz Szulc.


Poniżej przedstawiamy szerszy rys biograficzny generała brygady Jana Podhorskiego autorstwa historyka doktora Zdzisława Kościańskiego.

 

GEN. BRYG. JAN PODHORSKI

Ochotnik kampanii 1939 r., brał udział w walkach podczas kampanii 1939 r. w składzie Obrony Narodowej. Był niemieckim jeńcem w Poznaniu, więźniem gestapo w Wolsztynie, w latach 1940–1942 członkiem konspiracji harcerskiej na terenie Koźmina, od 1942 r. przebywał w generalnym Gubernatorstwie, tam zaprzysiężony został do Związku Jaszczurczego, a następnie do Narodowych Sił Zbrojnych.

 

Na terenie Grójca ukończył naukę w tajnym liceum. Brał udział w Powstaniu Warszawskim, w pułku NSZ im. gen. Władysława Sikorskiego. Po kapitulacji został osadzony w stalagu IVb w Muehlberg, który oswobodziły w kwietniu 1945 r. wojska sowieckie. Po powrocie do Polski podjął studia na Wydziale Rolno-Leśnym Uniwersytetu Poznańskiego. W maju 1946 r. był inicjatorem strajku studenckiego na UP, związanego z wydarzeniami w Krakowie. W grudniu 1946 r. został aresztowany w związku z działalnością w strukturach podziemia antykomunistycznego. Jako członek organizacji Młodzież Wszechpolska został skazany na 7 lat więzienia, w wyniku amnestii wyrok został zmniejszony do lat 3.

 

Karę więzienia odbył w zakładzie karnym we Wronkach. W okresie PRL, ukończył studia wyższe, pracował w spółdzielczości. Od 1993 do 2013 r. był prezesem Okręgu Wielkopolska Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. Jest członkiem Prezydium Wojewódzkiej Rady Kombatantów i Osób Represjonowanych w Poznaniu, wiceprezesem Rady Naczelnej Związku Żołnierzy NSZ. Generał Jan Podhorski od wielu lat prowadzi aktywną działalność edukacyjną na terenie całej Polski, rok rocznie odbywa kilkanaście spotkań przede wszystkim z młodzieżą. Jest jednym z honorowych patronów, odbywających się od 2012 r., uroczystości związanych z Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Swoimi działaniami, wiedzą i dokumentami ze swojego archiwum wspiera badania naukowe i projekty edukacyjne m.in. Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Poznaniu i Muzeum Powstania Warszawskiego. 

 

Za zgodą gen. brygady Jana Podhorskiego podajemy fragment jego wspomnień o wrześniu 1939 r. zapisanych w podręcznym kalendarzu:

 

3-5 września, niedziela-wtorek.

Rano już o 4 odjazd z powodu alarmu. Postanowiłem iść do B.O.N. Chciałem jeszcze raz zobaczyć bliskich w Zaparcinie, ale pojechałem do Strykowa skąd nocą poszliśmy za Poznań. Grozę wszystkiego powiększają ciągłe naloty samolotów nas prześladują.

Z pod Kobyle Pola idziemy stale wypatrywani pod Dominowo. Nocujemy, a rano byliśmy w Nekli, gdzie spotkałem Wojciechowskiego. Ze wzgl. na ciągłe naloty zapadliśmy tropieni w las i dopiero nad wieczorem poszliśmy na pn. wsch. Po drodze rekwiruje się rowery (ja sam mam kurtkę i bagażnik nowe).   

Dziś zatrzymano nas w Ostrowie wsi. Samoloty npl. w dużej liczbie stale nas alarmują. Tutaj dostałem ekwipunek i umundurowanie.

  1. września, czwartek.

W nocy alarm i odmarsz. Zwiad ruszył na czoło i ja , spiesząc się złamałem rower. Zostałem więc spieszony. Bagaż dałem na wóz. Z tej okazji nachodziłem się w piachu aż do później nocy i nic nie jadłem. Kwaterujemy we wsi Obory 35 km od Koła i 30 km od Konina.

7. września, piątek.

Rano znowu wstałem i poszedłem po bagaż (też bez śniadania). Przy okazji nafasowałem sobie papierosów. Człowiek się aż denerwuje widząc w około taki popłoch. Boję się o Matkę i Braci oraz Mirę. Gdzie się oni tułają? Po poł. spotkałem zwiad idący na posterunek. Ja też tam wyruszyłem, ale tak jak wczoraj ich nie spotkałem. Nocowałem u gospodarza.

8. września, sobota.

Jedzenia dostałem dosyć. Dopiero po obiedzie spotkałem kolegów tam, gdzie byłem już 7. Zabiliśmy sobie świnię i mieliśmy niezły kapuśniak. Zrobiłem dziś po raz pierwszy interes sprzedając papierosy. Po raz pierwszy miałem służbę. Mamy wiadomości o npl. i dochodzi do tego, że śpimy w pogotowiu marszowym. W około słychać strzały i wybuchy. Po północy przybyli gońcy z rozkazem odmarszu z Kijówca do Mąkolna.

9. września, niedziela

Roweru nie miałem więc wiozłem ppor., później on jechał motocyklem a ja wozem.

Przy okazji dostałem chleba. W Mąkolnie spotkałem znajomą – Likowską i zgłosiłem się do łączności. Czasem jest też robota dla mnie. Tu jak na początek podoba mi się.

10. września, poniedziałek.

O ile się nie mylę to zaczynają się dni nudów i spania, którego przed tym nie było. Wyczyściłem sobie spluwę i poszedłem spać. Po poł. jednak robota się znalazła i tak się spociłem, że zaziębiłem się. Zapomniałem dodać, że przemieścili już nas do Przystronia i w nocy padał deszcz.

11. września, wtorek.

Rano bolał mnie niemożliwie brzuch i nie jadłem śniadania. Wczoraj zafasowałem sobie około 50 Silesów a dzisiaj nic nie palę. Robota jest dorywcza. Chodzi się na patrole przeszkodowe, zwija kable. Po poł. nagle pogotowie marszowe. Po raz pierwszy zetknięto się z Niemcami. Wieczorem samochód odwiózł nas dalej.

12. września, środa.

Jesteśmy w Ponętowie k. Koła. Pełnię służbę gońca z Łączności. Chodzę w mundurze, który wczoraj wyfasowałem. Przy okazji napiłem się żydowskiego piwa. Znów zaczynają się naloty samolotów. Zauważa się brak chleba. Organizacja stoi też w ogóle na marnym poziomie.

13. września, czwartek.

Dziś rano od 2 miałem służbę a o 3.30 było pogot. marszowe. W deszczu musieliśmy zwinąć 6 km kabla i pędem za batalionem. Zmoknięci i zarżnięci dotarliśmy do Jastrzębi pow. Łęczyca. Tu znowu ta sama historia i uciekamy w kier. Kutna. Udało nam się zająć na jakiś czas rów przez co mogliśmy się trochę przespać.

14IX. [wpis umieszczony w przedniej części kalendarza 1939r.j Już drugi dzień nie zdejmuję butów. Nawet w nocy nas przemieszczają stale o kilkanaście kilometrów. Służba w łączności jest bardzo trudna i ryzykowna najbliżej wroga i w razie ostrzału ostatni odmaszerowujemy. Do tego w razie niepogody dołączają się stale przemoczone buty, których nie można zdjąć co dobę. Myjemy się nie co dzień, ale przy okazji których jest bardzo mało. Bractwo jest też marnie odżywiane i niejeden nie widział już 3 dzień chleba. Tu tylko spryt i obrotność może dopomóc. Ja na to mogę dotychczas narzekać ale czasem jest marnie. Dziś zaczyna się robić znowu „gorąco”. Dopiero rano nas cofnęli, a tu znowu przebąkują o marszu przy dość możliwym deszczu i „ślicznych”miękkich drogach. Stało się. 2 z nas wysłano po chleb, no i mieliśmy ambaras, bo powózka na którą włożyliśmy chleb została dalej zarekwirowana, a myśmy wracali do Jastrzębia nocą i zaraz był odmarsz do Kutna. Błąkaliśmy się cała noc i dostaliśmy do ruin Kutna. Masy ruin, bo miasto strasznie zniszczone. Po magazynach i dworcu grasują bandy złodziej, na ulicach kwitnie nielegalny handel papierosami i wódką. Teraz od samej 11 godziny przeżywamy atak lotniczy i 3-godzinne ostrzeliwanie artyleryjskie. Człowiek ma duszę na ramieniu gdy następują wybuchy.

14. września, piątek.

Rano wyfasowałem z magazynu 1200 papierosów. Jesteśmy na wszystko przygotowani i nie mamy dużej nadziei. Zgadłem, bo już wieczorem musieliśmy pospiesznie uchodzić. Cała noc maszerowaliśmy przy towarzystwie wybuchów artylerii. Trzeba było co chwila padać.

15. września, sobota.

Rano był deszcz i tak cały dzień. Obiadu nie dostałem i musiałem iść na służbą do Kamieńca wsi. Batalion kwaterował we folwarku. Przez cały czas artyleria wali z całej siły. Prawie ze wszystkich stron mamy npl. Czuję się nawet chory, bo się nie śpi. Byliśmy u spowiedzi. Tu na posterunku spokój.

16. września, niedziela.

Pierwsza spokojna noc jaką miałem. Rano znowu naloty i strzały za strzałami. Posterunek działa bez przerwy w tym otrzymaliśmy rozkaz wymarszu. Bez jedzenia nastąpił marsz. Spotkaliśmy npl. i walka była zaciekła. Odwrót był szalony. Wkoło artyleria i samoloty.

17. września, poniedziałek.

Dziś rano z własnej winy dostałem się do niewoli. Dotąd jeszcze nic nie jadłem. Jest nas dość dużo jeńców. Zatrzymano nas w Gąpinie . Stąd maszerowaliśmy dalej bez jedzenia i wieczorem byliśmy w Gostyninie. Żywimy się burakami i surową kapustą.

 

Krzysztof Sadowski/Zdzisław Kościański